L.Strojny
Jedlina Cudna Kraina

Hej Jedlino Zdroju
W dolinie gór położona
Jedlino w snach wymarzona
Pi─Ökna zielona kraino
Otoczona pi─Öknymi lasami
Widoki prze┼Ťliczne na g├│rzyste
Wzniesienia kopce wulkaniczne
Wiosn─ů kwitn─ůca kwieciem
Zielona wiosn─ů w lecie i jesieni
Mieni─ůca si─Ö tysi─ůcem kolor├│w
Wokół widać dywanów wzory
Nie s─ů wymy┼Ťlniejsze
Wyczarowane jesienne kolory

Dolina ciszy i spokoju
Dolina budowli minionych
Czas├│w i Starego Zdroju
Ze spadzistymi dachami
Pokryte czerwonymi dach├│wkami
Wymy┼Ťlne werandy przeszklone
Domki przybrane wieloma balkony
Domki po zboczach si─Ö wspinaj─ů
Wymy┼Ťlne wie┼╝yczki nad nie wystaj─ů
Starodawne okiennice drewniane
Do dzi┼Ť na noce zamykane
Starodawnym zwyczajem
By obce oko tam wejrze─ç nie ┼Ťmia┼éo

Dolina wzdłuż jednej długiej ulicy
Inne ulice po jednym dwa domki liczy
Wije si─Ö niczem boa dusiciel
W swym pe┼ézaj─ůcym pochodzie
Wznosi si─Ö i zanika w dolinki
To znów wspina gwałtownie w górę
Serpentyn─ů niczem zwini─Öta b├│lem
Pomi─Ödzy rozrzucone z rzadka
Domy domki mija zielone parki
Lub te┼╝ wnika i ich g─Östwin─Ö
Jest i nie ma za zakr─Ötem ginie

Jest tam jedna mała uliczka
Na wzniesieniu w┼Ťr├│d buk├│w zieleni
Zwie si─Ö Chojnowska kr├│tka
Od Głównej obija ostro w górę
Par─Ö domk├│w po prawej i lewej
Z odległych wieków niektóre
Przycupni─Öte i w ziemi─Ö wro┼Ťni─Öte
Starowinki z małymi okienkami
Ludzie tam mieszkaj─ů
Jak przed dawnymi czasami

Cztery wzg├│rza na tej g├│rze
Na ka┼╝dej stoi domek ka┼╝dy inny
Z fiku┼Ťnymi werandami
Przeszklonymi balkonami
Wej┼Ťcia dolne wej┼Ťcia g├│rne
Otoczone krzaczastymi zaro┼Ťlami
A na zboczach rozłożystymi bukami
Pi─Ötro dolne pi─Ötro g├│rne
Parter dolny parter g├│rny
Tak tam jest teren jest nier├│wny

Trwa gonitwa dziatwy
Od piwnicy a┼╝ po dachy
Czy to chłopcy czy dziewczęta
Goni─ů jak szaleni wojownicy
T─Ö zabaw─Ö si─Ö pami─Öta
No i Łajka znaczy pies
Bo i on tam z nimi jest
Szuka ukrywaj─ůcych si─Ö
W─Öszy i biega dzielny pies
Jasiu i Piotrek i inne chłopaki
Urz─ůdzaj─ů rwetes taki
┼╗e dom w posadach trz─Ösie si─Ö
Ja k zabawa to zabawa
Dziewcz─Öta w ni─ů w┼é─ůczaj─ů si─Ö
Baraszkuj─ů po ┼é─ůce pod oknami
Chowaj─ů si─Ö psu w zaro┼Ťlach
Uciekaj─ů przed ch┼éopakami

Na balkonie pani Wanda z El─ů
Swymi wra┼╝eniami si─Ö dziel─ů
Wokoło siedzi gromadka podlotek
Dziewcz─ůt st─Ösknione nieco
Takiego serdecznego kontaktu
Jakiego nie ma domach dziecka
Tu jest inaczej znalazły partnerki
Co ich traktuj─ů z nale┼╝yt─ů powag─ů
I one ws┼éuchuj─ů si─Ö z rozwag─ů
Co im powiedz─ů doros┼ée osoby
Śmiech gromki co chwilę wybucha
O czym rozmawiaj─ů warto by pos┼éucha─ç

Pracownica wychowawczyni
Grupy dorastaj─ůcych dziewcz─ůt
Ela na razie nie pracuj─ůca
Z m─Ö┼╝em przyby┼éa tu w┼éa┼Ťnie
Z dalekiego g├│rzystego Podhala
I tu podobne miłe góry znalazła
W┼éa┼Ťnie opowiada o wra┼╝eniach
Mi┼éych zreszt─ů chwali si─Ö dzieciom
Wanda przytakuje ┼╝e i ona
W g├│rach dobrze si─Ö czuje

Dziewczyny powiadaj─ů
┼╗e w domu zdrojowym
Nowy turnus go┼Ťci maj─ů
W┼éa┼Ťnie by┼éy na spacerze
W parku za Metalurgi─ů
I nad stawkiem wodnym
Widzia┼éy nowych go┼Ťci
Przed wczasowym domem
I orkiestr─Ö na podw├│rzu
Kt├│ra zwykle dokonuje witania
Przygrywkami i ┼Ťpiewem
Grupa na obiad jest wezwanie
Dziewczyny zbi├│rka m├│wi pani
Zbi├│├│rka i ruuszamy
A po obiedzie chwil─Ö wypoczynku
I dalej nauk─Ö w┼éasn─ů mamy

Pami─Ötacie jak si─Ö zachowa─ç
W czasie posiłku
By┼Ťcie si─Ö nie musia┼éy wstydzi
Pani Eli co ze ┼Ťwiata przyjecha┼éa
Elu proszę z nami na posiłek
Tam pani spotka swego miłego
Grupa chłopców wyruszyła
O ile wiem tam na t─Ö g├│r─Ö
Za Suliszowem
sobota, 28 sierpień 2010